październik 16

jesień się kończy… i dobrze

Wczoraj znów ściągnęliśmy z jabłonki prawie 100kg jabłek… z czego 50kg czeka na przerób na cydr. Tak odnoszę wrażenie, że w tym roku to połowę produkcji będzie stanowił cydr 🙂 W każdym razie takiego obrodzenia jabłkami to dawno nie miałem. Tak idąc do sklepu, do miasta czy gdziekolwiek widzę jabłonki obłożone jabłkami do granic możliwości więc widać, że nie tylko ja zaczynam mieć z tym problem.

Do kompletu czeka na mnie jeszcze obrabianie miodu bo do zlania stoją dwie duże bańki, tabun małych a i jeszcze chcę wstawić malinowego ze 30l. O czekających na zrobienie piwach to w ogóle nie wspomnę…

Podsumowując: jesień z jej obrodzeniem owoców jest genialna… ale może już dosyć 😉

Kategoria: Cydry, Inne, Miodki | LEAVE A COMMENT
październik 13

Woda w cydrach i piwach domowych

Ostatnio sporo szukałem po necie różnych przepisów na domowe wyroby alkoholowe 😉

Jedno co mnie zdziwiło to wpisy tego typu: Cydr domowy… w szczególności sformułowanie o treści: „my przelaliśmy wszystko do baniaków po wodzie użytej w procesie produkcji” i tak zachodzę w głowę czy ci goście lali minerałkę z butli?

Krótka wizytacja wujka googla kończy się takimi kwiatkami:

„Większość piw na świecie powstaje z wody wodociągowej odpowiednio uzdatnionej. Istnieją jednak piwa, które swój smakowy sukces zawdzięczają unikalnym właściwościom wody źródlanej, głębinowej. Tak właśnie warzone jest Tyskie Gronie.” link

czy takie:

„Skąd browary posiadają tą wodę? Zazwyczaj oni czerpią wodę z własnych ujęć.” link

Za to tu mamy sporo technikaliów… i warto poczytać… Ogólnie powyższe wpisy można określić jednym zdaniem: marketingowe pierdolenie na potęgę.

 

A skąd wzięła się u mnie owa „analiza”… Wiele osób pyta jakiej wody używam w swojej produkcji. No i odpowiadam więc: KRANÓWY. Na co dzień pijam kranówę i tej wody używam do wszystkiego. Na całe szczęście mieszkam w Olsztynie gdzie woda jest bardzo dobrej jakości i nie narzekam. Jedno co mogę powiedzieć na pewno: woda kupowana w sklepach jest przechowywana w warunkach delikatnie mówiąc skandalicznych. Paleta wody stojąca w cieple, na słońcu, na mrozie czy w innych pociesznych warunkach to norma. Oczekiwanie, że taka woda będzie lepsza niż świeża kranówa (no może nie w dużym mieście) jest delikatnie mówiąc niedorzeczne… Woda trzymana pół roku czy rok w plastikowej butli, w cieple, to chodząca masakra…

Swego czasu oglądałem na jakimś Planet film o cudzie marketingowym jakim jest sprzedaż tego co każdy ma w kranie jako produktu luksusowego. Nie jeden stukał się w głowę i pionierów tego rynku wyzywał od idiotów… Ale jedno co można o tym napisać to to, że mamy do czynienia z geniuszami marketingu. Wmówić ludziom, że chcą kupować produkt z plastiku, przechowywany X czasu, zamiast świeżą z kranu to naprawdę trzeba być dobrym w swoim fachu. A już pojęcie „wody stołowej”, która jest zwykłą kranówą laną z wodociągów w całkiem sporym mieście to już dla mnie kosmos…

Podsumowując: nie dajmy robić sobie wody… z mózgu 🙂

październik 11

Głóg i róża… co z tym zrobić…

We wtorek idąc do pracy zaszedłem na rynek i mym zaspanym oczętom ukazał się przemiły widok… otóż było to niewielkie stoisko, na którym pani obstawiona była skrzynkami ze świeżą żurawiną, głogiem i różą. Oczywiście same owoce: przebrane i wyczyszczone.

No to i niewiele myśląc zakupiłem po litrze głogu i róży… ale teraz to tak zastanawiam się co z tym zrobić 🙂

Krok pierwszy to na pewno przemrożenie owoców ale potem robi się wielka niewiadoma. Na pewno da się zrobić z tego miodki ale obija mi się o głowę, że ktoś robił wino z róży i niestety odnoszę wrażenie, że to było wino z cukru z dodatkiem róży niż róża jako główny składnik.

Ktoś ma jakieś wypróbowane przepisy?

Mój zamrażalnik zaczyna pękać w szwach bo mam tam już: malinę, porzeczkę, truskawkę, żurawinę, różę, głóg i chyba boję się myśleć co jeszcze bo i jakieś pstrągi tam znajdę i ukraińskie sało…

październik 9

Kolejne miodowe eksperymenty

Tak to jest z tą jesienią, że obfituje w nastawy… Ponieważ otrzymałem od kolegi Michała dwie bańki po winach stwierdziłem, że czemu nie. Okazuje się, że w „popularnym diskouncie” można nabyć wino w opakowaniach 5l. Ciekawe właśnie jest to owe opakowanie bo nie jest to kartonik vel plastik a ładna szklana bańka z uszkiem. Jakby ktoś szukał małej bańki do eksperymentów to polecam. Wystarczy dokupić rurkę fermentacyjną i korek fi33.

Do rzeczy: wstawiłem 2 nowe bańki.

Rokitnik … wystarczy wbić w googla tą frazę, żeby ujrzeć na pierwszym linku grafiki… na drugim wikipedię z informacją o tonie witamin, kilkukrotnie wyższym stężeniu witaminy C itd. … na trzeciej pozycji mamy link do własnej firmy gdzie opis jest równie pozytywny co na wikipedii. Rok temu zasadziłem dwa krzaczki na działce i pewnie za rok czy dwa nabawię się owoców. Do tego czasu jednak zakupiłem 50g suszu owocowego i zalałem miodem. Ciekaw jestem co z tego wyjdzie 🙂

Daktyle… tu akcja była już mniej rozległa 🙂 Otóż wychodząc czasami ze znanej knajpy zawijamy do Kebaba, gdzie przedsiębiorczy właściciel bliskowschodniego pochodzenia, oprócz prowadzenia samego wyszynku, ściąga także produkty z rodzimego kraju. Ma u siebie ichnie serki (puck), hałwę itd. No i na końcu owej listy znajduje się także syrop daktylowy. Tknięty odruchem pt. „a co to i co z tego można zrobić” zakupiłem dwa słoiczki po 200g 🙂 Dolałem do tego 1l miodu i wstawiłem do fermentacji…

Eksperymenty kręcą się dalej – ciekawe co z tego będzie miało ręce i nogi 🙂

Kategoria: Miodki | LEAVE A COMMENT
październik 7

Winogrona dojrzewają…

No i widać, że jesień w pełni… Tym razem zawitał do mnie kolega Paweł z wiaderkiem winogron z tekstem „zrób coś z tym”…

I teraz ważna rzecz dla osób, które mają podobny problem: KURWA NIE pakujcie winogron DO WIADERKA!!!!! To są ciężkie i delikatne owoce – wsadzenie ich w wiadro, przewiezienie samochodem i przetrzymanie w tym stanie 2 dni zaowocuje tym… prrr nie zaowocuje… zapełni wam śmietnik bo to nie będzie się do niczego nadawało. Winogrona zbieramy tylko i wyłącznie do skrzynek i najlepiej nie układać ich wielowarstwowo. Winogrona zdjęte z krzaka i zgniecione samą swoją masą, zaczynają natychmiast fermentację i z miejsca pokryją się grzybem. Ale niestety ten grzyb jest wiadomością, że możecie szukać drogi do najbliższego śmietnika.

W każdym razie przerobienie winogron na wino jest chyba najprostszą czynnością pod słońcem. Ogólna idea jest taka, że fermentujemy SOK z winogron czyli wypadałoby je, za pomocą praski, wycisnąć. Problem w tym, że mało kto ją ma. Ja tu niestety posiłkuję się elektryczną maszynką do mielenia ale z wsadzonym modułem do tarkowania. Ostrza wybieram te do robienia pasków (jak do kapusty) tak żeby osiągnąć efekt nacięcia owoców i częściowo zgniecenia. Chodzi po prostu o to, żeby drożdże miały jak się dorwać do moszczu a jednocześnie nie niszczyć za bardzo pestek. Pestki same w sobie dają dziwny posmak więc na pewno należy unikać ich rozgniatania a i tak nie za bardzo powinny lądować w nastawie. No ale życie życiem więc zamiast fermentować sok fermentuję starkowany moszcz…

Po zrobieniu z winogron ślicznej paciajki (lub dla bogatszych – osiągnięcie soku) należy to to zaprawić drożdżami i ew. pożywką. Piszę ewentualnie bo winogrona same z siebie nie powinny potrzebować pożywki… ale dodać odrobinę, moim zdaniem, nie zaszkodzi. Wszystko powinno wylądować w balonie, balon zakryć korkiem z rurką i pozamiatane. Co do samych drożdży to wizyta na allegro powinna rozwiać waszą niepewność… mała tylko uwaga – kupujcie drożdże do WIN a nie do gorzały.

W zależności od słodkości winogron można ew. dodać trochę cukru… Wiadomo, że drożdże żrą cukry i to tak naprawdę ich ilość decyduje o mocy wina. No a do kompletu Polska nie jest krajem słynącym z długiego i w cholerę ciepłego lata (te obecne, 2012, było porażką tak samo jak ubiegłoroczne) więc winogrona do super słodkich to raczej nie należą 🙂 Moim zdaniem trochę cukru można dodać… bez przeginki ale tak na 10l moszczu to ja kilo wrzucam.

Po kilku dniach zauważycie, że nastaw bardzo mocno się rozwarstwi a rurka fermentacyjna będzie terkotała jak głupia. Ja ogólnie mieszam nastaw, tak raz-dwa razy dziennie, co by równomiernie fermentowało i żeby pływające na powierzchni skrawki owoców, też miały dostęp do drożdży. Po jakiś dwóch tygodniach, jak moszcz zostanie już w większości przetrawiony przez drożdże, zlewam wino z bańki tak żeby pozbyć się skórek, pestek i ogólnie tak, żeby przejść do etapu docelowego tj. fermentacji soku. Taki fermentujący sok zostawiam jeszcze na miesiąc w bańce. Po tym czasie wino sklaruje się samo i będzie gotowe go zlania w butelki. Tu pojawia się pewien problem bo jeśli zlejemy do butelek fermentujące jeszcze wino to zrobimy sobie śliczne granaty lub, przy odrobinie szczęścia, TYLKO wino musujące… Rozwiązania są dwa: a) trzymać sobie to wino radośnie w bańce aż drożdże same wyzdychają tj. np. 3 -4 miesiące i dopiero wtedy przejść do etapu picia… Czyli tak naprawdę dojrzewamy wino jeszcze w bańce i pijemy od razu dojrzałe b) używamy jakiegoś preparatu do stabilizacji i sterylizacji wina, który wybije drożdże. Metodę b) często stosuje się do win słodkich gdy chcemy zastopować fermentację co by słodkość dalej pozostała w winie. Co do a) to jeśli w winie nie będzie już pestek, skórek itd oraz nie będzie na dnie zbyt dużo osadu drożdżowego to można to trzymać w bańce naprawdę długo. Wymienione „obiekty niepożądane” wpływają na smak wina i nie powinny mieć zbyt długo styczności z młodym winem.

Ogólnie – świeże wino i ogólnie wino nie lubi się z powietrzem… powód prosty: bakterie itd. Łatwo jest skwasić wino w czasie przelewania itd. Szczególnie narażone na to jest młode wino gdzie nie ma jeszcze dużo środka odkażającego w postaci alkoholu. Piszę to dlatego, że omawiana powyżej metoda a) często kończy się tym, że zlewa się karafkę i zostawia wino dalej w bańce. Pamiętajcie, że te ubytki cieczy zostaną uzupełnione powietrzem zawierającym różne drobnoustroje – to idealna metoda na zepsucie wina. Lepiej zlać to raz w butle i otwierać po flaszce…

Co dalej?? … pijemy 🙂

Kategoria: Wina | LEAVE A COMMENT