maj 31

Witamy w Wilnie …

Tym razem udało mi się spędzić weekend na Litwie a konkretnie w Wilnie. Powodem wyjazdu była impreza pt. StartUpJam. Samej imprezy nie będę opisywał bo to nie tematyka piwna – ale jednym zdaniem: było całkiem ciekawie i mimo problemów z frekwencją i niewielkich niedociągnięć organizacyjnych, merytorycznie było naprawdę nieźle. Koniec dygresji… jedziemy…

Całe Wilno zalane jest właściwie jedną marką piwa. Wszędzie stoją nalewaki i parasole Svyturys’a. Co ciekawe wiele knajp ma tą markę piwa w logach, nie na świecących plafonach ale w stylizowanych np. drewnianych, rzeźbionych nad bramą – widać temat lojalek poszedł tam dalej niż u nas. Po ilości parasoli raczej nie ma co oceniać „portfela piwnego” miasta bo o Olsztynie trzeba by powiedzieć że to miasto Calsberga 🙂 (cała starówka jest aż zielona od ich parasoli…) więc to kryterium sobie podaruję. Parę ciekawostek jednak było całkiem miłych. Po pierwsze z nalewaków nie leje się tylko jasnego lagera ale widać także parcie na inne gatunki np. właściwie wszędzie widać pszenicznego Baltasa czy cydra markowanego jako Kiss. Kraniki często niestety puste ale stojąca obok lodówka bez problemu udostępnia takowe skarby. Śmieszne jest to że po 22giej w sklepach obowiązuje prohibicja – na imprezie było paru zawiedzionych tym faktem (nie ma to jak ssanie o 2giej nad ranem).

Zawartość sklepów też w sumie pozytywnie… sporo marek lokalnych, niewiele wielkich, zachodnich koncernów, sporo piw czeskich czy słowackich. Polskiego żadnego, choć do granicy 150km. Sprawdzałem kilka sklepów i właściwie powtarzał się schemat. Trochę tych wynalazków przywiozłem więc pojawią się niedługo na blogu. Ze znalezionych ciekawostek to np. znalazłem przemiłą półeczkę w jednym ze sklepów gdzie leżały … cydry … ale … francuskie – pakowane jak szampan w sumie całkiem rozsądnych cenach (12-14zł) – jeden zdołał nawet wytrwać do polski 🙂

W celach pubowych poruszaliśmy się po mieście właściwie wieczorami i nocą ale tu muszę zaznaczyć, że w porównaniu z Olsztynem to tam naprawdę się dzieje. Miasto do późnych godzin nocnych pełne jest ludzi… a ponieważ byliśmy tam w 4 chłopa to wiadomo co w głowie (oprócz piwa)… i tu trzeba przyznać, że było na czym oko zawiesić i odnosiliśmy wrażenie, że zdecydowanie więcej i ciekawiej niż w Polsce… Amatorom imprezowania skoncentrowanym na płci przeciwnej zdecydowanie mogę polecić to miasto 😉

Litwinów ogólnie podejrzewałem o ciągoty bliższe Rosjanom (wóda, wóda, wóda), ale mile się rozczarowałem i to zarówno ilościowo jak i jakościowo – bo w końcu mogłem bez problemu pić cydra czy pszenicę z kija a barman nie robił wielkich jak spodki oczu o co mi chodzi. Pszenicę podaje się w prawidłowych kuflach, niestety z obrzydliwym zwyczajem dodawania cytryny do piwa. W sumie to chciałbym żeby w Polsce tak wyglądały knajpy a nie „jedna knajpa – jedno piwo” (normalnie jak parafrazowane hasło faszystów).

Parę razy zastanawiało mnie jak na takich jak my najeźdźców patrzą lokalersi… no i tym razem udało się porozmawiać z takim jednym (Jaro – pozdrowienia). To że Wilno traktujemy jak swoje (sam mam korzenie w tych okolicach) jest bzrdurą bo w granicach Polski było tylko w dwudziestoleciu międzywojennym. IRP to była unia gdzie Litwa była jej częścią mającą własną autonomię i to właśnie był szok dla mnie w jaki sposób do tego podchodzą Litwini – nas uczono, że „Rzeczpospolita Obojga Narodów” to Polska ale z punktu widzenia tego drugiego narodu w owej Unii to już wyglądało zupełnie inaczej. Druga sprawa to Litwini mają rację – jadąc do Wilna oczekujemy (ba nawet wymagamy), żeby rozmawiać po naszemu .. no i otóż nie – nawet w informacji turystycznej nie mieli polskich ulotek. Ogólnie chyba wyjazd rozświetlił mi ciut pod czaszką…

No i na koniec: warto wybrać się do Wilna 🙂

maj 14

Monchshof Kellerbier

Witam po przerwie… i tym razem na topie niemiecka produkcja… alko 5,4%

W oczy rzuca się z miejsca tradycyjne zamknięcie butelki. Do kompletu krawat blokuje skobel i wygląda jak plomba 🙂 Otwarciu towarzyszy śliczny dźwięk „plum” i dymek gazu. Przy zlewaniu w kufel na dnie butelki spotkałem osad tak charakterystyczny dla piw pszenicznych. Piwo w kuflu jest jasno brązowe i mętne – tak cirka przeniczny dunkel. Piana niezbyt duża ale trzyma się długo cienkim kożuszkiem. Zapach słabo wyczuwalny – nic charakterystycznego. Pierwszy łyczek ujawnia mocno nachmielone piwo… gaz drapie w język i „coś niemiłego zostaje na języku”. Ogólnie jakieś takie gorzkie jest i średnio mi idzie… nie owijając męczę się z nim.

Podoba mi się etykietka przedstawiająca wnętrze tradycyjnego browaru z drewnianymi beczkami itd. Znaczki na etykietach, niestety po niemiecku, sugerują że jest to piwo klasztorne a przynajmniej mają mnicha na butelce 😉

Ogólnie … 7/10 Dobra robota, fajna stylizacja ale mi to to nie idzie

Cena: 7,70zł

Kategoria: Piwka | LEAVE A COMMENT