luty 24

Nowy cykl o miodach…

Wczoraj na imprezie pt. PechaKucza Night vol 2 mówiłem o domowym wyrobie miodów pitnych. W sumie popełniłem już wpisy: o przygotowaniu cydrów, o piwach z puchy albo jak robić grzańca piwnego. No to nadeszła pora na popełnienie wpisów o tym jak zrobić domowy miód. Wczorajszy pokaz ograniczony był formą do 20 slajdów po 20 sekund na każdy. Nie da się w takim czasie przedstawić czegokolwiek a tylko i wyłącznie prześliznąć się po temacie.

W ciągu paru dni planuję przysiąść i popełnić szczegółowy opis jak zrobić swój pierwszy miód domowy. Materiału jest sporo więc pewnie zrobię z tego ze dwa lub trzy wpisy…

W dziale „inne” zapowiadam też kilka nowych wpisów niekoniecznie związanych z „sokiem z jednorożca” a bardziej z domowym przygotowaniem różnych produktów (jogurt, kefir, ogórki małosolne)… czyli to co ginie w narodzie i cały czas zmierza w kierunku KUP MNIE W MARKECIE a nie zrób sam. Celem jest propagowanie samodzielnego przygotowywania prostych produktów. Nie planuję zmierzać w kierunku blogu kucharskiego czy podobnego ale chcę podzielić się kilkoma przepisami na te najprostsze rzeczy, które giną już w marketowej rzeczywistości…. ot taki mój slow food mi się włączył 🙂

Kategoria: Inne, Miodki | LEAVE A COMMENT
luty 19

lawenda na topie

Dziś Browar Kormoran wykonał uroczystą operację warzenia piwa, które ma w swoim składzie zamiast chmielu mieszankę przypraw próbującą oddać średniowieczny Gruit. Dla osób nie w temacie informuję, że zanim do utrwalania piwa użyto chmielu, poprzednikiem była mityczna w składzie mieszanka o nazwie gruit lub grut (różnie się to to pisze). Cała zabawa polega jednak na tym, że nie ostał się do naszych czasów dokładny skład owej mieszanki. Na przepisie trzymał łapy kler… no i oczywiście nie robił tego za darmo 😉

Znając Maćka (browarnika Kormorana) i Pawła (historyka z Zamku Olsztyn) to efekt będzie na pewno spoko.

Co prawda nasz piwno-blogowy światek, znów podniosą się pocieszne uwagi (jak przy Marcialis), że to to niezgodne ze stylem itd. A tłumaczenie, że to próba rekonstrukcyjna itd. – ech szkoda nawet wspominać. Dochodzę do wniosku, że napi..nie się nie ma sensu bo i tak „przecież jest styl” a próby wytłumaczenia są waleniem grochem o ścianę.

W każdym razie wracając do tematów mojego podwórka to jesienią zastanawiałem się nad zrobieniem miodu na lawendzie. W sumie to zabrakło mi bańki żeby to wstawić. Zakupiona porcja suszu dzielnie siedzi w „szufladzie piwowara” – owa szuflada to taki byt znajdujący się pod telewizorem, który zawiera całkiem sporą ilość drożdży, przypraw, ekstraktów słodowych, narzędzi browarniczych… i autentycznie zastanawiam się kiedy to wszystko wejdzie w reakcję i samo wyjdzie sobie na spacer 🙂

Ze swojej strony… jak tylko zwolni mi się jakaś bańka to siadam do moich eksperymentów z lawendą. Problem w tym, że mój wynik to będzie pewnie dopiero jesienią.

Dla zainteresowanych w najbliższą sobotę (23.02.2013) będę pokazywał się na Pechakcha Nicht Olsztyn, z prezką nt. miodów pitnych. W planie jest też konsumpcja 🙂

luty 9

„Bo tobie wszystko wychodzi”

Ostatnio jeden taki rozłożył mnie na łopatki tym tekstem… No to pragnę zakomunikować – NIE WSZYSTKO mi wychodzi 🙁

Owa fama rozchodzi się chyba z powodu tego, że eksperymenty robię na małych bańkach po 5l lub mniejszych a dopiero gdy mam ustabilizowany i przewidywalny przepis organizuję większą bańkę. Skutek tego jest taki, że rzeczywiście duże bańki prawie zawsze wychodzą… a z małymi jest różnie. Ponieważ mało jest wtedy skaszanionego produktu to nie szkoda wylać czy łatwo ukryć na dnie piwniczki. Choć jest taka jedna półka, którą omijam szerokim łukiem… a idzie w ruch tylko z okazji robienia grzańca – to co tam się wleje i zamiesza i tak nie ma znaczenia 🙂

Testy i zabawy mają niestety tendencję do tego, że raz wyjdą, raz nie wyjdą… z naciskiem na nie wyjdą bo niektóre pomysły naprawdę są z czapy 🙂

Ostatnio wstawiane wino z pomarańczy niestety chyba klasyfikuje się do pojęcia gniot. Za bardzo czuć w nim skórki… Myślę jednak, że w przyszłości spróbuję jeszcze raz szczęścia na tym polu ale tym razem spróbuję inaczej wyciskać sok i tym razem w 100% pozbędę się jakichkolwiek pozostałości moszczu – tylko i wyłącznie sok.

Miodek z liczi też chyba pójdzie do zlewu bo posmak jakiś dziwny i to nie to… Ale wstawiana tego samego dnia bańka z miodem ananasowym zapowiada się na coś naprawdę bombowego 🙂

Kategoria: Inne, Miodki, Wina | LEAVE A COMMENT