sierpień 31

Kolejna tura dużego miodka

Dziś doszła do mnie dostawa miodu…. tym razem pora na miód gryczany od Bractwa Pasieczników Wędrownych. Miodka tego używałem już kiedyś do przetworów i był naprawdę niezły. Miodek jest świeżutki 🙂 A ponieważ jest go całe 45kg to naprawdę robi to to wrażenie… W tamtym roku robiłem miód z mixa 1:1 gryki i spadzi i co tu dużo mówić zły nie wyszedł ale zdecydowanie jest mocny w smaku.

W weekend nastąpi wiekopomna chwila wstawienia trzeciej warki miodów w dużych bańkach. Tym razem jednak, z uwagi na duże zainteresowanie miodem malinowym, postanowiłem, że jedna bańka będzie normalnie gryczana a druga już do wstępnej fermentacji dostanie 5kg zmielonych, świeżych malin. Jak w tamtym roku także jadę na drożdżach Bayaness.

Wczoraj zlałem też borostwora do butelek. Borówki + miód w sumie dały miły, orzeźwiający napój. Lekko kwaskowy i leciutki alkoholowo. Coś tak czuję, że poleży sobie trochę i będzie naprawdę miłym dodatkiem do smutnych jesienno-zimowych wieczorów.

Kategoria: Inne, Miodki | LEAVE A COMMENT
sierpień 9

Borówkowo Miodo-Cydr

Tym razem pora na eksperyment… otóż udało mi się pozyskać drogą jak najbardziej legalną około 4kg borówek amerykańskich… dla tych co nie czają to takie większe jagody – ciut bardziej słodkie ale mniej kwaskowate niż nasze, polskie jagody.

Co tu dużo owijać: dorwałem te borówki… pierwszą porcję pochłonąłem z jogurtem… drugą zamroziłem… ale chwilę potem przyszło opamiętanie – no przecież nie zostawię tego na zimę! No to pozostałe 3kg władowałem do michy, zalałem 1l miodu i skatowałem blenderem. Zaistniała papka miodowo-borówkowa powędrowała do bańki o objętości niecałych 10l. Dodałem do tego wody, drożdży, pożywki, kwasku cytrynowego… i w sumie to zacząłem się zastanawiać co to kurcze z tego wyjdzie 🙂 Bo z jednej strony to miód pitny to to nie jest, cydr w sumie też nie, wino to już na pewno bo powinno to to osiągnąć max 2-3%… więc mamy klasyczny przykład świnki morskiej: ani to świnia ani morska. Jeśli ktoś ma pomysł jak to nazwać to proszę o komentarze. Jak wyjdzie coś z sensem to może nawet spróbuję wykombinować (prrrr pogadać z jednym gościem 🙂 ) co by specjalne etykiety dla tego twora wygenerować…

Tak wiec czekam na propozycję jak tego boro-stwora nazwać

sierpień 2

Warsztat cydrowy

Tym razem inna forma wpisu… uderzam w multimedia 🙂 Przepraszam za jakość ale kręciłem to kamerką z komórki. Mam nadzieję, że niedługo sprawię sobie jakieś rozsądniejsze urządzenie do nagrywania i pojawi się więcej wpisów multimedialnych.

Otóż w porywie fantazji nagrałem filmik, na którym chciałem wam przekazać w sumie prostą rzecz: otóż cydra da się zrobić wszędzie i właściwie jest to proste jak budowa cepa. Przepis według którego szykowałem owy produkt na filmie już podawałem. Dziwna breja widoczna na filmiku to brzeczka cydru czyli po prostu zmielone jabłka (i gruszki), które na razie pływają sobie na powierzchni przyszłego cydru. Za kilka dni, jak drożdże zrobią swoje, wszystko ślicznie opadnie na dno – widać do zresztą na gruszkowym, który już zaczął klarowanie. Na powierzchni, między jabłkami, widać jakieś ciemniejsze artefakty – tu śpieszę z informacją, że są to: goździki, cynamon i wiórki dębowe co by baniak pachniał ładnie dębową beczką a nie plastikową banią na ogóry i kapustę 🙂

Ogólnie sporo osób pyta gdzie ja to wszystko robię itd. Jak widać na filmiku – baniak ma 30l… spokojnie zmieści się pod stołem, pod krzesłem czy gdziekolwiek – byle miał ciepło i stabilnie temperaturowo. Za kilka tygodni spakuję to w butle i powędruje to to do piwnicy na leżakownię. Tam poleży sobie jakieś 2 miesiące i będzie gotowy do spożycia.

Tak więc zapraszam na filmik… Dajcie znać co wy na to 🙂

No i wniosek podsumowujący: TO NIE JEST TRUDNE !!!!

 

 Aktualizacja: Powyższy pomysł był fajny w założeniu i wykonaniu. Niestety okazało się, że jest do kitu. Fermentacja w takiej bańce skończyła się zainfekowaniem nastawu i końcową porażką. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest coś co utrzyma jako taką sterylność i uniemożliwi np. meszkom dostęp do brzeczki. U mnie urządziły sobie gniazdo lęgowe w bańce i całość poszła do kibla… Wpis zostawiam bo uważam, że każdy kiedyś się uczy a łatwiej uczyć się na nie swoich błędach.

Kategoria: Cydry | LEAVE A COMMENT
sierpień 1

Kriek Lindemans

Tym razem wpis zgodnie z pierwotną ideą bloga… Lindemans Kriek. Alko 3,5%

Jakoś tak ostatnio popijając Wiśnię w Piwie (oczywiście moja ulubiona, bez pasteryzacji, z nalewaka) ujrzałem jej karykaturę w postaci wiśni z Fortuny. Na tym „cudzie” landrynkowości stosowanej już wielu się wyżywało ale tak zajarzyłem że przecież w lodówie pojawił się ostatnio belgijski Kriek. Co prawda kiedyś już wyżywałem się na belgijskiej wiśni ale samego Krieka jakoś tak zawsze udawało mi się ominąć… Tak więc świeżo po zakończeniu wisienki rozpocząłem akcję „B” jak Belgia celem porównania jak te piwa różnią się między sobą 🙂 Wiem – dla jednych bluźnierstwo dla innych porównywanie Dawida z Goliatem… ale cóż bywa.

Informacja na etykiecie głosi, że piwo zrobione przez fermentację spontaniczną tj. na drożdżach dzikich…. hmmm… wyciągnęli z tego 3,5% alko i to kurcze na dzikusach? Jakoś tak obija się o uszy, że wiśnie czy winogrona zebrane z drzewka mogą ot tak zacząć samoistną fermentację albo, że drożdże latają sobie w powietrzu i mogą samoistnie zaszczepić piwo. Zastanawiałem się jak to możliwe ale jakby w dużym pomieszczeniu postawić sporo otwartych kadzi i trzymać obok siebie piwo już sfermentowane oraz dopiero zlaną brzeczkę to hmmm chyba może coś z tego być… ale na przemysłową skalę? Przecież Kriek jest tak znany, że jego produkcja musi być naprawdę spora… Nie wiem – ale jakoś tak sceptycznie podchodzę do tej fermentacji spontanicznej.

No ale wracając do samego Krieka… Dostałem go w kielichu z rżniętego szkła i pierwszy łyk po prostu powalił. Mimo, że dopiero skończyłem Wiśnię i smak owoców już zdołał mi się utrwalić to i tak Kriek zdecydowanie się wybił. Kwaskowatość + aromat wiśni po prostu aż zamerdał wszystkimi moimi kubkami smakowymi 🙂 Kolor w sumie bardzo podobny do wiśni, pianki brak.

No ale co tu mówić… 250ml sączyłem malutkimi łyczkami chyba przez 40min. Pod koniec wymiękłem. Chyba za dużo mi było już tej kwaskowatości i aromatu – kubki smakowe powiedziały dość i zażądały czegoś mniej wyrafinowanego w smaku…

Podsumowując: 9/10. Drogie jak jasny pieron – za to ten -1, smakowo rewelacja… No i porównując z Wiśnią – Browar Kormoran jest na zdecydowanie dobrej drodze 😉