Maj 18

Koreb Miodowe

OK – biorę się za zaległości. Na tapetę idzie Koreb Miodowy wypity jakiś czas temu w klubie.

Piło się fajnie bo i towarzystwo doborowe a i piwko w smaku zacne. Co ciekawe to ja nie czułem w tym piwie aż takiej mocy – ono ma aż 8% i ukrytego powera naprawdę ma. Jedno co mi się podobało to smak miodu, który w odróżnieniu od Ciechana nie daje tak sztucznym miodem a zdecydowanie czuć tam naturalny.

Piwka tej marki już kilka razy opisywałem więc nie będę się tu rozwodził…

Ogólnie: 10/10 i to bez żadnego ale.

Kwiecień 6

Żywiec Porter

Tym razem skusił mnie porter żywca w buteleczce 0,33l.

Pierwsze co się rzuca w oczy to wygląd etykiety właściwie identyczny z normalnym żywcem tyle że kolorki powymieniane na kontrze. Potem wzrok pada na woltarz … i skończyły się żarty bo to piwko ma aż 9,5% alko. W sumie etykietka … hmmm nie chce mi się robić zdjęcia bo widać je w każdym sklepie.

Po nalaniu w sumie zachowuje się jak stout, idealnie czarne, pianka też w ciemnych odcieniach – zapaszek też daje mocno przypalanym słodem.

No i moment właściwy – pierwszy łyczek … 🙂

I tu czuć power tego piwa, nie dość że gazowane więc aż drapie w język to jeszcze naprawdę czuć że ma kopa. Problem w tym, że tego słodu jest aż ZA dużo i ma jakiś dziwny posmak. Odnoszę wrażenie że ten smak czułem jak robiłem stouta z puchy muntosa i próbowałem czystego, nachmielonego słodu. Ktoś chyba tu przegiął bo z jednej strony czuć tu idealny proces technologiczny (czyli NIC nie czuć) a z drugiej strony posmak słodu aż do przesady, która wykręca język, jakby ktoś na siłę próbował z przemysłowego bez-smaku zrobić coś co wyróżniałoby się na rynku.

No dobijam do końca kufelka i … chyba nie powtórzę tego więcej. Może komuś smakuje takie zagęszczenie słodu i taki power … i tym osobnikom polecę to z miłą chęcią … ale ja nie wchodzę.

Zobaczyłem dno … koniec … pa 🙂

Marzec 23

Gdańska Legenda … Kaper

Niestety nie było mi dane spróbowania Kapera gdy jeszcze był robiony w Gdańsku ale dziś zlookałem w sklepie Kapera robionego przez Żywca.

Pierwsze co kuje w oczy … 8,7% … i czuć to.  Zapach – jak cała reszta syfu ze sklepu. Kolorek – bursztynowy i całkiem ładnie to wygląda.

Smak … no i tu zaczynają się zgrzyty bo tak naprawdę to chyba jakbym pił normalnego lagera ze sklepu tyle że ciut mocniejszego. Czyli nędza i chyba to po prostu kolejny mózgojeb.  Jak dla mnie może 4-5/10 (gdzie <=4 ścieki, 5-7 spoko, >7 rewelacje). Wypiłem pół i chyba zaczynam się męczyć.

Jak widać na zdjęciu Żywiec chwali się tradycją Gdańskiego Heveliusza aż do 1690 roku choć browar od lat zamknięty i nic temu co piję do tej tradycji. Nie wiem czemu ale drażni mnie to jak cholera. Właściwie oprócz nazwy to nie ma żadnych powiązań.