Listopad 28

Spotkania olsztyńskich piwowarów

Zebrało się tak ostatnio w temacie browarników Warmii i Mazur, że nowa myśl zrodziła ideę spotkań. Póki co dzieje się dobrze: mamy zarówno miejsce jak i sporo twardych tematów do pogadania. Ja w każdym razie mam w pamięci spotkania sprzed paru lat gdy powstawało Bractwo Piwne w Olsztynie przy mocnym przewodnictwie Wojtka Wieliczko. Operacja skończyła się klęską bo nie było myśli przewodniej i jakoś tak się to wszystko rozlazło.

Obecne spotkania mają póki co formę luźną. Plan jest też raczej luźny. Wychodzi na to, że próbujemy wypracować własny odpowiednik konkursu na najlepsze piwo. Czy się to sprawdzi? To się pewnie okaże. Ja na pewno optuję za sztywną formą pierwszej części spotkania tak, żeby nie była to po prostu okazja do najebki ale coś co wnosi wartość merytoryczną i zachęca do przychodzenia. Spotkać przy piwie można się zawsze… ale posłuchać np. o historii brown portera czy potrenować próbki sensoryczne to już tak nie zawsze i moim zdaniem to jest ta wartość, która przyciąga ludzi na spotkania w dłuższej perspektywie czasu. Uważam, że warto tu chwilę pochylić się i zadbać o merytorykę spotkań bo wyjdzie nam to na zdrowie… W każdym razie jest dobrze i pewnie będzie jeszcze lepiej 🙂

Na razie wychodzi na to, że określenie „olsztyńscy” jest nieadekwatne bo na spotkania nawet ludziki z Braniewa zawijają co bardzo mnie cieszy 🙂 A i żeby nie było – przychodzą też panie 🙂

P.S. Kolejne spotkanie 14. grudnia.

Listopad 24

Winogrona działkowe… no bo przecież nie wywalę ;-)

Ogarnąłem się w końcu i pora wrócić do pisania…

Słowem wstępu: na działce, którą posiadam pod domem, posadziłem parę lat temu kilka krzaczków winogron. Była to odmiana czerwona i przygotowana na nasze mrozy. Krzaczki posadziłem na altance od strony południowej gdzie w ciągu dnia jest naprawdę cieplutko. Dla zainteresowanych: odmiana Regent. No i przyszło do tego, że po 3 latach w końcu pojawiły się grona i to w naprawdę sporej ilości.

Przed wyjazdem na urlop stwierdziłem, że ogarnę tematy działkowe. Jeden to zbiór chmielu i niestety okazało się, że chyba za wcześnie bo „mocy” tak ciut brakuje. Drugi to zebranie i przetworzenie winogron. Ponieważ był koniec września a powrót był planowany na połowę października to podjąłem męską decyzję: trzeba zebrać bo zbierze to ktoś inny (czyt. ptaki). No i wyszło z tego całkiem sporo bo trzy sporawe reklamówki. Całość przepuszczona przez tarkę i władowana wraz ze skórkami, pestkami itd. do bańki 10l. Stwierdziłem, że nie chce mi się z tym użerać i po prostu uzupełniłem wodą… i 2kg cukru. Dodałem drożdże sherry.

Oki – domyślacie się efektu? 2kg cukru + cukier z winogron + skórki… a całość w 10l bańce? No właśnie. Wino paca w łeb na potęgę. Skórki trzymane tak długo w nastawie dały przepiękny rubinowy kolor. Tak duża ilość cukru nie została też przerobiona przez drożdże więc mam lekko słodkie, wściekle rubinowe wino. Jest moc.

No i na dniach idzie w butelki.

Kategoria: Wina | LEAVE A COMMENT